Grupy >> KOFEINA >> Forum >> wywiad z redakcją KOF dla allarte.pl
Autor Wypowiedź
cześć,
gdyby ktoś chciał poczytać, co komitet literacki ma do powiedzenia, proszę się nie krępować, o nie.

http://allarte.pl/MTM5NTE_df7233,wywiad-z-redakcja-kofeiny.html

12 maja 2011, 00:53:19
"e-literatura istnieje jedynie w świadomości zainteresowanych nią w bezpośredni sposób"
- jak dla mnie kluczowe zdanie.

12 maja 2011, 09:24:01
Zanim wywiad jutro przeczytam: zdanie prawdziwe dla literatury w ogóle, a tej pięknej to już !wewogle!,

istnieje ona tylko w świadomości bezpośrednio nią zainteresowanych; dla innych, większości ludzi, istnieje ona tylko w szkole i w mediach, (i w pogardzie czytających?)

Zaś wcale nie uważam, że należy robić im zarzut z tego, że szeroko pojętych ludzi literatura nie obchodzi

(czyli nie wąskiej, choć ani niewąskiej, ani nie wąskiej, bo w Polska bardzo licznej, na tle krajów świata, w tym cywilizowanego, niechby ktoś wreszcie to pokazał i wykazał; w UK padła nawet sieć podobna do Empiku; kolega z Holandii, menadżer w korporacji, ale z zainteresowaniem historią Rosji i ZSRR, nadal nie może wyjść z zachwycenia, że w zwyczajnej księgarni np. Matras na krakowskim Rynku (tak, to jest reklama, omijam Empiki;) jest taka ilość, tak specjalistycznych książek - po to, żeby przeczytać Dostojewskiego w liceum po niderlandzku udał się z kolegami do ambasady, gdzie otrzymali przekłady na ten język, ale co ich zbiło z pantałyku najbardziej to - że za darmo!:)

okazuje się bowiem, że do zadań piszących i czytających, nie tylko wydających i promujących, jest sprawienie, żeby szeroko pojęci ludzie przyjęli - o co trudno, kiedy się do nich mówi z pretensjonalną pogardą - zrozumieli, poczuli, że literaturę piękną, a wiersze to "wogle", warto czytać

(niechże nie narzekamy na szkołę, co zohydza literaturę i czytanie; w niej właśnie działa ten czytelniczy snobizm, który dzieciom i młodzieży nie tłumaczy, co oni mogą wynieść dla siebie - skorzystać, ?sprofitować?, takie mamy teraz wartości i metafory, no i cóż, trzeba się dostosować, jak się diluje innymi wartościami - z czytania, szczególnie "męczącego i nudnego";

na nakaz "czytaj, bo to dobre dla Ciebie", każde zdrowo przekorne dziecko zareaguje "a figę!", te mniej zdrowe, czytają, zostając potem pisarzami i polonistami;). Podobno jest teraz lans na czytanie i bycie intelektuelem, konsekwencje, jak to się mówi przy zbyt krótkim okresie badawczym i dystansie czasowym wobec niego, remain to be seen. ;) [choć czuję, że znowu nie opuszcza nas siostra nasza pogarda, ale nie dla szpicli etc., tylko dla szeroko pojętych ludzi, którzy robią to, co robią, i nie trzeba ich wysadzać z siodła, o ile sami nie proszą, w którym trzymają się lepiej lub gorzej.]

Rzecz w tym, wydaje mi się, żeby przywrócić godność życiu zarówno z czytaniem, jak i bez. Być może pokazanie nieczytającym ludziom, że tej godności, wartości, smaku może przydać czytanie np. powieści czy wierszy, to skuteczny sposób na przywrócenie również społecznej wartości uprawianych procederów; żeby się nie wstydzić i nie snobować na opowiadanie czy wierszyk, a być dumnym z tego, że się pisze, że się czyta, i że się nie, robi się co innego.

Prawdopodobnie literatura jako kronika również ludzkich uprzedzeń, grzechów i małości/jest świetną nauczycielką wyrozumiałości.

[Wypowiedź "nie na temat", ale się zbudziłem i mi się nudziło.;]

13 maja 2011, 03:35:12
Przeczytałem wywiad i ciekaw jestem jak to będzie z ZINami, czy wyklarują się jakieś bardziej uznane, także przez szerszą publiczność. Może jeśli książki mają zanikać, to i czasopisma? A na ich miejsce szelest klawiatury zamiast papieru. Choć ja, przyznam szczerze, do tego ostatniego jestem przywiązany.

Co do wypowiedzi Piotra - w większości się zgadzam. Jakoś sobie nie wyobrażam, że wszyscy czytają i piszą "ambitnie". To utopia jakaś. I też rozumiem ludzi, którzy nie pałają miłością do literatury. Traktują ją jako coś bezużytecznego, bo każe im się tylko pocić i myśleć "co autor miał na myśli" albo do czego się odwołał, etc.

13 maja 2011, 20:52:28
Złamanie dychotomicznego podziału na twórcę i odbiorcę to jest rzecz absolutnie kluczowa. Kultura uczestnictwa i internet w roli jej spoiwa.

13 maja 2011, 22:45:10
"ta demokratyzacja, którą umożliwił nam Internet, sprawiała, że wreszcie można wyrwać się hegemonii krytyków literackich, konkursów, wydawców, drukarni i publikować co się chce- gdzie się chce."

Gdy na początku lat 90. poprzedniego wieku zaczęło być powszechnie dostępne XERO i można było sobie wydać, co się chciało na papierku, mieliśmy podobne złudzenie. Wydawało się mnie i jeszcze pewnej grupie ludzi, że wreszcie można wyrwać się tym wszystkim hegemoniom, publikować co się chce. Problem w tym, że jak się przyjmie takie założenie, to bardzo łatwo jest publikować tonę nudy, której nikt nie chce czytać.

14 maja 2011, 14:47:14
@Alx z Poewiki
Internet ma tę przewagę nad xero, że jest tańszy i treści łatwiej się dystrybuuje. Ale jest jeszcze inny problem, który ja - jako propagator i uczestnik e-literatury - zauważam, a mianowicie utrata wymiaru wspólnotowego. Popatrzcie: wrzucamy w sieć swoje teksty, dyskutujemy, czasem się kłócimy, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiemy, większość z nas nigdy nie spotka się na żywo. W "tradycyjnej" literaturze to jednak wciąż istnieje. A tu wszystko rozgrywa się przed ekranem. Jesteśmy jednak mocno solipsystyczni.

14 maja 2011, 16:33:11
Marcinie, internet jest tańszy, ale tylko pozornie łatwiej dotrzeć do kogoś. W internecie jest setki tysięcy blogów, których nikt nie czyta. Z e-literaturą bywa podobnie. Rozproszenie.

Ale masz rację mówiąc o wspólnocie. Być może to nieuniknione, bo internet działa podobnie na inne przestrzenie życia.

14 maja 2011, 19:08:47
"większość z nas nigdy nie spotka się na żywo. W "tradycyjnej" literaturze to jednak wciąż istnieje."

Czytelnicy normalnie nie spotykają się z autorami. W zasadzie nie mają w ogóle z nimi kontaktu poza utworami.

14 maja 2011, 22:32:31
Ostatnio oglądałem jakiś wywiad ze Świetlickim i zapytany o spotkania z czytelnikami stwierdził, że kontakt autora z czytelnikami powinien się ograniczyć do tego, że oni czytają jego książki.

14 maja 2011, 22:41:46
Pisząc o wymiarze wspólnotowym, miałem na myśli raczej samo środowisko literackie. My np. współtworzymy ten portal, a tak naprawdę jesteśmy sobie zupełnie obcy. Oczywiście szlajanie się po knajpach, czy wychodzenie w nich wraz z szybami to nie jest warunek żywotności literackiego obiegu, ale jednak... jakoś żal trochę. "Papierowi" wciąż mają swoje spędy, spotykają się, a my? Tylko ekran, Word i mycha :) Trochę to jednak takie jakieś sterylne, matriksowe. Co do blogów, których nikt nie czyta... cóż, jak zawsze, wszystko jest kwestią uporu twórcy i... autopromocji, niestety ;/

14 maja 2011, 23:03:00
Primo- nie uważam, że 'papierowi' mają lepiej, bo się spotykają na spędach wszelakich. To, że piszę, czytam i publikuję w sieci nie znaczy przecież, że nie używam papieru, a jeśli mam ochotę- uczestniczę w np. festiwalach literackich. Internet temu nie przeciwdziała, a wręcz odwrotnie-uzupełnia. Ze Świetlickim może i się nie spotkam, ale kto wie, czy jak mu interesującego mejla napiszę, to czy nie odpowie? Powtarzam- sieć rozszerza, a nie zwęża, kontakty.

Secundo-Właśnie największa i najważniejsza różnica między zinem a blogiem, czy stroną, na której zbiera się teksty, polega na tym, że z założenia ma on zbierać treści w sposób wybiórczy. Ja wiem, ile śmiecia jest w sieci, ale kiedy widzę gdzieś zamknięty plik pdf z zinem, to z ciekawości ściągnę i przejrzę. Jeśli widzę, że poziom jest dobry, to wyrabiam sobie opinię i z danym tytułem obcuję regularnie, bo wiem, że warto. Dlatego tak bardzo zależy mi na poziomie materiałów Kofeiny, dlatego zaangażowałem do projektu ludzi, którzy naprawdę znają się na rzeczy, po to, aby wyraźnie odgraniczyć się od pseudopoetyckiego bełkotu zalewajacego sieć. Mam nadzieję, ze za jakiś czas uda na m się na tyle wypracować markę, że opinia 'co w internecie, to niewarte czytania/publikowania' zostanie złamana. W pewnym sensie Alx masz rację, a z drugiej strony- ja mówię o uwolnieniu treści wartościowych, które zarośnięte chaszczami kiczu nie mogą przebić się do obiegu, głównonurtowego czy trzeciobiegowego, nieważne, jakiegokolwiek.

Tertio- zapraszam do Lublina 27/28 maja, gdzie wraz z Asią Lech będziemy opowiadać o KOF, założeniach, ideach, pomysłach. Myślę, że to niezły kontrargument na słowa o 'zamykaniu się przed ekranem', internetowy byt wychodzi naprzeciw żywym ludziom :))

20 maja 2011, 15:15:00
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się